Ten wampir zachowuje się zbyt natarczywie. To stwierdzenie cały czas nie
dawało mi spokoju. Zwykle jak mężczyzna tak dba o kobietę to chce
czegoś więcej. Czy przedstawiciel tak zepsutej rasy mogłaby być inny?
Szczerze w to wątpiłam. A jednak. Przyniósł mi nawet jedzenie, za które
podziękowałam chłodno.
Z pewną dozą nieufności zabrałam się za jedzenie, jednak już po chwili
przestałam się cackać. Na prawdę przesadziłam z tamtym fochem. Owoce
smakowały jak łakocie, o mięsie już nie wspominając. Po chwili nie było
śladu pożywienia. Gdy zaspokoiłam swój głód moje uprzedzenia nieco
złagodniały. Byłam w stanie lekkiej ekstazy, jaką zwykle się odczuwa po
zaspokojeniu swoich zmysłów.
Wampir usiadł na łóżku, niedaleko mnie i przez dobrą chwilę nic nie mówił. Widać czekał, aż ja zacznę wypowiedź.
- Więc... gdzie jestem? - spytałam spokojnie, przybierając beznamiętny wyraz twarzy
- W Akademi Salem - odparł - Tutaj uczą się różne stworzenia fantastyczne. Jak mniemam ty też nie jesteś zwykłą osobą.
Skinęłam potakująco głową.
- Owszem, jestem Rasetsu - stwierdziłam - Nie zdołałeś tego stwierdzić po zapachu, wampirze?
- Satoru - poprawił uprzejmie - Szczerze mówiąc nie widziałem w życiu
zbyt wielu Rasetsu, z tego co wiem jesteście zagrożeni wyginięciem.
- I słusznie - moje oczy zwęziły się w cienkie szparki - Oni wszyscy powinni umrzeć za swoje zbrodnie.
Wampir tylko uniósł brwi. Widocznie nie zamierzał komentować moich poglądów.
- Czy do Akademii przyjmują wszystkich? - zapytałam, zmieniając temat
Nagle to miejsce wydało mi się bardzo spokojne i bezpieczne, idealne do ukrycia się. Do przeczekanie najgorszej nawałnicy.
(Satoru?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.