Jestem w jakimś pomieszczeniu, siedzę na przeciwko białego kota o zielonych oczach. Wpatrujemy się nawzajem na siebie... ja jestem wilkiem... kot płonie, a ja spadam, lecz nie upadam na ziemię, a wciąż lecą w dół. Bez końca. Mijam drzewa, ptaki, a nawet ludzi i inne stworzenia. Cos mnie zatrzymuje i w szyję wgryza mi się... cień. Wszystko znika. Obok mnie pojawia się smok.
- Patrz w niebo. - Pożera mnie.
Nagle otworzyłem oczy... sen, jak zwykle dziwaczny i bez sensu. Patrzę w sufit, jak w większości miejsc publicznych i prywatnych - jest biały. Nie za ciekawy, kieruję więc wzrok na drugi koniec pokoju. Na drugim z łóżek śpi Tris... a no tak. W końcu jestem w kakademii. Kieruję wzrok w inną stronę, tym razem musze przewrócic się na bok, patrzę na zekarek stojący na stoliku nocnym.
~ "7:00" - myślę widząc godzinę. - mam jeszcze czas...
Zrzuciłem z siebie kołdrę i usiadłem na brzegu łóżka. Przeciągnąłem się po czym zerwałem się na równe nogi. Takie bódzenie jest najefektywniejsze. Udałem sie do łazienki by przemyc twarz zimną wodą i umys zęby. Ech... przez sen znowu zmieniłem forme na pół-wilka. Potrząsnałem jednym z uszu i zmieniłem się z powrotem w człowieka. Po oporządzeniu się z powrotem usiadłem na łóżku, nie chce mi się jeszcze ubierac... musiałbym wpierw znaleźc coś czystego, a to zawsze zsotawiam na koniec. Wziąłem do ręki telefon i zacząłem słuchac muzyki.
<Tris?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.