Obudziłam się gwałtownie. Jak zwykle sen z ojcem, nie wiem, czemu za
każdym razem się boję, skoro śni mi się to co noc. Usiadłam na łóżku. Na
drugim łóżku siedział Lorcan.
- Cześć - powiedział.
- Hey - mruknęłam i poszłam do łazienki, gdzie się ubrałam w czarne
ciuchy, a następnie wzięłam torbę i wyszłam z pokoju. Weszłam na
stołówkę i wzięłam jabłko, które jadłam kierując się do sali lekcyjnej.
Muzykologia. Westchnęłam, będzie nudno. Wyciągnęłam dziennik i zaczęłam
rysować. Gdy zadzwonił dzwonek, pierwsza byłam na korytarzu. W czasie
przerwy wyszłam na dwór i usiadłam na trawie. Nagle zobaczyłam jakąś
postać - mojego ojca. Wstałam i chciałam wbiec do akademii, ale jakiś
inny facet mnie powstrzymał. Ojciec podszedł do mnie, tak, że czułam
jego śmierdzący wódką, oddech.
- Czego ode mnie chcesz? - warknęłam.
- Ja tylko dbam o twoje bezpieczeństwo - powiedział, a ja zauważyłam w
jego ręce nóż. - Robisz dokładnie to samo co twoja matka. Jesteś tak
samo głupia.
Działo się dokładnie to samo co w moim śnie, tylko, że teraz się nie
obudzę. Kopnęłam go w rękę, tak, że wyleciał mu nóż, a potem uderzyłam
go w twarz. Zaczęłam się bić z facetem, który pomagał ojcu, a gdy byłam
pewna, że się nie podniosą, wbiegłam do akademii. Lekcja zaczęła się
dziesięć minut temu. Wbiegłam roztrzęsiona do sali.
- P-przepraszam za spóźnienie - mruknęłam, podeszłam do pustego stolika i usiadłam.
<Lorcan?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.