sobota, 10 stycznia 2015

Od Sekabe Cd. Will'a

Zacisnęłam dłoń w pięść i zamachnęłam się mocno, uderzając Will'a w szczękę. Zrobiłam to odruchowo. Ni mogłam uwierzyć, że on mnie pocałował! Jak mógł?! Czy ktoś mu pozwolił na pchanie się z buciorami w moje życie to jedno, a co gorsza z mordą tuż obok mojej?!
Kiedy jednak pierwszy nerw minął i uświadomiłam sobie co zrobiłam, szczerze się wystraszyłam.
- Przepraszam. Nie chciałam tak mocno - pisnęłam, gdy pocierał energicznie twarze, krzywiąc się przy tym.
Gdy jednak usiadł prosto znów wróciła złość.
- Co ty sobie niby wyobrażasz?! - spytałam.
- To był tylko całus... Ał - skrzywił się znów.
- Sam jesteś sobie winien! Mówiłam, że masz trzymać łapy z dala ode mnie!
- Nie mówiłaś - uśmiechnął się lekko.
- Ale chyb dałam ci to jasno do zrozumienia! - warknęłam i wstałam.
Poszłam pospiesznie zabrać piżamę i ruszyłam do łazienki. Stanęłam tam przed lustrem. Policzki miałam wręcz karmazynowe i niewiele to już miało wspólnego z wypitym alkoholem. To przez bliskość tego cholernego...
Nie... Wcale tak źle o niem nie myślałam. No nie całkiem. Owszem nie pałałam do niego szczególną sympatią, ale łapałam się na tym, że jego obecność nie przeszkadza mi wcale tak bardzo jak chyba powinna. Mimo to czułam się nieswojo. Nigdy nie byłam zbyt blisko z nikim. Tak już było i wydawało mi się, że mi to nie przeszkadza.
Rozebrałam się, wzięłam szybki prysznic i założyłam najobrzydliwszą piżamę jaka powstała. A przynajmniej ja tak widziałam to flanelowe dziwactwo w nietwarzowe kwiatki, które zakrywało mnie od szyi po kostki. Mimo to uśmiechnęłam się na widok swojego odbicia.
Chciałam tym chyba zrobić na złość chłopakowi, który miał tu spędzić noc. Sądził chyba, że przynajmniej sobie na mnie popatrzy, a tu jednak nic z tych rzeczy.
Wyszłam z łazienki i przeparadowałam sztywnym krokiem do swojego łóżka, odprowadzana wzrokiem Willa, który ułożył się na kanapie. Weszłam pod kołdrę i zakryłam się po uszy.
- Dobranoc - rzuciłam krótko.

Obudziłam się, bo było mi strasznie gorąco. Wstałam zaspana, ale coś mi przeszkadzało, coś, co krępowało mi ruchy i sprawiało, że było mi zdecydowanie za ciepło. Zdjęłam więc ten dziwny worek, nie bardzo pamiętając po co ja w ogóle to zakładałam. Przecież zawsze sypiam nago...
Po głowie krążyły mi strzępy jakiegoś dziwnego snu... Jakiś chłopak w okularach, bary i inne pierdoły...
Przeciągnęłam się, potarłam oczy i po omacku przeszłam do łazienki. Napiłam się nieco wody, ale wychodząc przyhaczyłam nogą o jakiś mebel. Klnąc na czym świat stoi oświeciłam światło, szukając tego dziadostwa, które dybało na mnie w ciemnościach.
- Co się dzieje? - usłyszałam.
Uniosłam głowę i spojrzałam w twarz chłopaka z moich... Nie, to nie były sny, tylko jakiś koszmar. Jeden, wielki, wpatrzony we mnie z rumieńcem i uśmiechem na twarzy, koszmar. A ten koszmar miał nawet imię - Will.
- Czego się tak gapisz?! - ryknęłam, zgasiłam światło i pomknęłam do łóżka, nie zważając na obtłuczoną kostkę.

<Will? Wiem, długo to trwało, ale jest wreszcie T.T>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.