Rozejrzałam się niepewnie po lokalu. Nie podobało mi się to ani trochę. To miała być kawiarnia, a nie jakaś zasyfiona speluna. Cuchnęło tu tytoniem i alkoholem, a do tego gdy tylko weszłam poczułam na sobie nieprzyjemne spojrzenia pełne obleśnej ciekawości.
- Boisz się? - Will wyszeptał mi te słowa prosto do ucha. Jego usta były ledwie centymetr od mojej skóry.
Odsunęłam się pospiesznie mierząc go wściekłym wzrokiem.
Jak on śmiał tak się zbliżać?! I do tego zarzucać mi strach! wszem, nie podobało mi się tutaj. Czułam się zdecydowanie nieswojo, ale nie bałam się.
- Umiem sobie radzić i niczego się nie boję - warknęłam.
Ten chłopak miał niezmierny talent, do burzenia mojego spokoju. Nie potrafiłam przy nim się nie denerwować. To jeszcze bardziej mnie irytowało, bo lubiłam swój spokój.
- Mieliśmy się wybrać na kawę, ale wątpię, żeby tu mieli coś co byłabym gotowa wypić - rzuciłam.
- No to ja ci coś zamówię - stwierdził i poprowadził mnie wgłąb sali, gdzie stały przytarte kanapy.
Usiadłam zdegustowana, bo stolik aż się lepił i wolałam nie wiedzieć od czego.
Wil przyniósł dwie szklanki z jakimiś drinkami. Szkło obok czegoś czystego zapewne nie leżało nawet.
- To do dna - stwierdził chłopak i duszkiem wypił swój napój.
- No co? Wymiękasz? No tak, zapewne masz słabe gardziołko - rzucił i czułam, że mi się przygląda.
- Wcale mnie nie znasz - warknęłam.
- Czyżby? - zakpił.
Wzięłam głęboki oddech, chwyciłam szklankę i wypiłam spory łyk alkoholu. Był okropny. Gorzki i piekło mnie od niego gardło, ale wlałam w siebie resztę, żeby pokazać temu dupkowi, że nie jestem w żadnym razie delikatną paniusią za jaką mnie brał.
Wstałam chwiejnie.
- Pomóc ci? - zaśmiał się Will.
- Nie... Sama sobie p-poradzę - stanęłam w miarę prosto, choć czułam, że pomieszczenie kołysze się pod moimi stopami i wokół mnie, o dziwo podłoga w innym kierunku, a ściany w jeszcze innym.
Szłam jednak dzielnie opierając się grawitacji, w stronę toalet. W drzwi dosłownie wpadłam, gdy jednak podeszłam do umywalki i ochlapałam twarz zimną wodą zrobiło mi się odrobinę lepiej.
Gdy wyszłam świat kręcił się odrobinę mniej, ale za to zrobiło mi się słabo i chciało mi się spać.
Poczułam czyjąś dłoń na ramieniu.
- Will, dajże mi spokój! - burknęłam i próbowałam się wyrwać, ale nie pozwolił mi.
Poczułam szarpnięcie.
- Nie rwij się tak, Złotko - usłyszałam chrapliwy, nieprzyjemny głos. Najbardziej przerażające było to, że całkiem obcy.
Chciałam się wyrwać, ale moje ciało było jakieś miękkie i nieporadne. Krzyknęłam coś tylko z obrzydzeniem, gdy ten typ położył mi dłoń na pośladku.
<Willuś ratuj dupku jeden! Gdzieś ty mnie przyprowadził!!>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.