wtorek, 6 stycznia 2015

Od Sekabe Cd. Will'a

To był jakiś koszmar. Bardzo realistyczny, wstrętny koszmar. Najpierw jakiś obleśny typ próbuje sę do mnie dobierać, a teraz jeszcze Will się z nim pobił.
Pokręciłam energicznie głową, jakby chcąc zaprzeczyć temu co się stało i wreszcie się obudzić. Nie wyszło mi to za dobrze, bo wciąż czułam skutki alkoholu jaki wypiłam, a do tego nogi miałam jak z waty.
Will szybko wyszedł, ciągnąć mnie za sobą. Ledwie nadążyłam za nim, a nogi plątały mi się i starałam się nie wywrócić.
Świeże, chłodne powietrze nieco mnie jeszcze otrzeźwiło, pomogło to zachować równowagę, ale przywróciło i ostrość umysłu co pozbawiło mnie złudzeń. Wiedziałam, że to była prawda, a nie sen.
- Czy... Czy on ci coś zrobił? - usłyszałam pytanie i zerknęłam w górę.
Chłopak przyglądał mi się uważnie. Odwróciłam szybko wzrok.
- Przepraszam. - wyszeptał ledwie słyszalnie.
- Nic mi nie jest - rzuciłam stanowczo. - Ale ty... Coś ty sobie myślał w ogóle? Na bogów...
Uniosłam dłonie i delikatnie dotknęłam jego policzka, czerwonego i rozpalonego. Chłopak co prawda starł krew, która kapała mu z nosa, ale tylko ją przez to rozmazał.
- Trzeba to opatrzyć - powiedziałam. - Wracajmy jak najszybciej do akademika...
- Ty się o mnie martwisz - zauważył, szczerząc się przy tym z satysfakcją.
- Nie masz lepszych powodów do cieszenia pyska? Mało ci jeszcze? - warknęłam na niego, zdenerwowana jego podejściem. Tak martwiłam się, bo mimo wszystko nie chciałam krzywdy nikogo, a Will jakby nie patrzeć stanął w mojej obronie. Faktem było, że gdyby mnie nie zabrał do tego okropnego miejsca, to nic takiego nie miałoby miejsca, ale i tak było mi żale tego jak oberwał.
- Nie dość, że natręt i dupek to jeszcze masochista - burknęłam.
- Też cię lubię - rzucił, na co spojrzałam na niego zaskoczona.
Jakoś nikt za specjalnie nie mówił mi, że mnie lubi, nawet w żartach, jak zrobił to teraz Will.
- Chodźmy - zarządziłam.
I poszliśmy, trzymając się blisko siebie, bo mi jeszcze szumiało w głowie, a Will był obolały i co jakiś czas wycierał krew rękawem.

Gdy doczłapałam do swojego pokoju i drżącym dłońmi otworzyłam drzwi byłam tak wykończona, że miałam wrażenie, że nogi odpadną mi zaraz od tyłka. Will wyglądał gorzej, bo jego koszula ociekała krwią. Na szczęście w większości zakrzepłą, bo krwotok ustał.
- Wejdź - powiedziałam, gdy zawahał się przy wejściu.
- Nie sądziłem, że mogę... - znów się uśmiechnął.
Spojrzałam tylko na niego wymownie
- Tam jest łazienka, idź się chociaż umyć - nakazałam i ruszyłam po apteczkę.
Gdy wróciłam Will siedział na podłodze przed kanapą. Był nagi od pasa w górę, a jego wymięta, brudna koszula leżała zwinięta obok. Wzięłam koc z kanapy i nakryłam go nim. Uklękłam obok niego i ostrożnie posmarowałam maścią rozcięcie na jego wardze. Później także i jego policzek.
Specyfik był magiczny i przyspieszał gojenie. Niestety miałam tylko to i nieco opatrunków. Na zbyt wiele się to nie przyda na stłuczony brzuch i ewentualne obrażenia wewnętrzne.
- Powinien cię zobaczyć jakiś lekarz... - stwierdziłam, odstawiając pojemniczek z maścią.
- Nic mi nie będzie, a tu mi wygodnie - stwierdził, opierając się o kanapę i wyciągając. Skrzywił się przy tym, co starał się ukryć.
- W taki razie chyba powinieneś wrócić już do siebie. Jestem zmęczona i chciałabym wreszcie odpocząć...

<Will? To co szukasz pretekstu i zostajesz czy wychodzisz raz grzecznie słuchając?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.