Zamrugałam kilkukrotnie zaskoczona, czy on mógłby przestać mnie zaskakiwać? Spaliłam raka, czując jego usta na swoich, jednak się nie cofnęłam. Właściwie nie mogłam wykonać żadnego ruchu, stałam jak sparaliżowana. Moje ciało ocknęło się, dopiero gdy chłopak zaczął się odsuwać, ale chwyciłam go za ręce i wspięłam się na palce, żeby go pocałować.
Zamknęłam oczy, po chwili się odsuwając. Opuściłam głowę, chcąc ukryć za włosami zaczerwienioną twarz. Oparłam się o tors blondyna, nadal nie patrząc mu w oczy.
- Ostrzeż mnie następnym razem. - mruknęłam zakłopotana, chowając twarz w jego koszuli. Sio rumieńce!, powtórzyłam w myślach mantrę, którą zawsze powtarzałam, gdy się rumieniłam.
- Wracamy? - usłyszałam, przy swoim uchu, gdyż nadal się nie ruszyłam, nawet o milimetr.
- Chwilka. - wymamrotałam, czekając aż moje policzki wrócą do normalnej barwy. Wspominałam, że nienawidzę się rumienić? Jeśli tak, to powtórzę. Nienawidzę tych kłopotliwych wypieków.
(Len?)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.