Lu najwidoczniej znalazła nowe powołanie i zaczęła zabierać innym rzeczy, jak miło. Po chwili kotka wystraszona nowym znajomym, przybiegła do mnie i syknęła w jego stronę obrażona. Zaśmiałam się rozbawiona tą sytuacją, jednak gdy chwycił mnie za podbródek, zmuszając mnie tym samym do spojrzenia mu w oczu, znieruchomiałam.
- Co ty robisz?! - natychmiast się opamiętałam i wyrwałam mu, ale nic nie zobaczyłam.- Na część nie działa. - poprawiłam. Do końca do mnie nie dotarło co powiedział, lecz , którego nie słyszałam od lat i cieszyłam się tym jak nigdy, aż do teraz. Chłopak się uśmiechnął, pokazując kły, ale ja już go nie widziałam. Tylko kogoś innego. Okulary, ciemne włosy i ten cholerny złowieszczy uśmiech.
- Doktorek. - wymamrotałam słabym głosem.
- Ej! Tylko mi tu nie mdlej. - głos Satoru wyrwał mnie ze wspomnień.
- Nie zamierzam. - burknęłam trochę nieobecna.
- Aż tak nie lubisz wampirów? - spytał, a ja poczułam ukłucie.
- Nieee, skąd taki wniosek? - spytałam przeciągając pierwsze słowo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.