Po lekcjach, gdy siedziałam w pokoju, usłyszałam pukanie do drzwi.
- Wejdź - wiedziałam, kto to, nie musiałam się pytać. Do pomieszczenia
wszedł Toma z kartką i ołówkiem w ręce. Usiadł na łóżku obok mnie. -
Cześć.
- Hey - powiedział zaczynając rysować. Przez kilka minut nie umiałam nic
wymyślić i wpatrywałam się w czystą kartkę, w końcu z trudem wstałam.
- Co robisz? - zapytał.
- Pokażę ci co robię, gdy nie mam weny - odpowiedziałam, a Toma
przypatrzył mi się chwilę, potem poszedł za mną. Podeszłam do
najbliższego budynku i zaczęłam się wspinać po drabinie, która była
oparta o dach.
- Co robisz? - zapytał chłopak. - Masz skręconą kostkę!
- Noga mnie już prawie nie boli, a bez ręki sobie poradzę - powiedziałam wdrapując się na szczyt. - No chodź!
Dwie minuty później, Toma stanął obok mnie.
- I to jest ten twój pomysł na wenę?
- Gdy nie mam pomysłu, próbuje przezwyciężyć swój strach.
- Masz lęk wysokości? - roześmiał się.
- Bardzo zabawne - mruknęłam, siadając tak, aby nogi mi zwisały. Gdy wymyśliłam co narysować, usłyszałam głos dyrektorki:
- Beatrice Prior proszona do gabinetu dyrektora.
- Co znowu zrobiłaś? - zapytał rozbawiony Toma.
- Od wczoraj popołudnia, kiedy u niej byłam to nic - powiedziałam, schodząc z dachu. - Poczekaj tu!
Szybko przemieściłam się do gabinetu.
- Co znowu zrobiłam? - mruknęłam, siadając na krześle.
- Z tego co wiem, to nic - odpowiedziała dyrektorka.
- A więc czemu tu jestem?
- Mam dla ciebie pewną informację. To może być dla ciebie trudne, ale
twój ojciec zmarł - powiedziała bezbarwnym głosem kobieta. Za to ja się
rozpromieniłam.
- Naprawdę? To... Wspaniała wiadomość!
- Co ty mówisz? - zdziwiła się.
- Nie znosiłam go od pierwszego dnia swojej egzystencji - odpowiedziałam.
- Dobrze, w każdym bądź razie, jego pogrzeb, organizowany jest przez
twoją daleką rodzinę, odbędzie się pojutrze. Zwolnię cię z lekcji, jeśli
chcesz możesz zabrać jeszcze jakiegoś znajomego, ale jednego i zgłosić
mi to jutro. Będziesz mogła wtedy pójść do swojego starego domu oraz na
zebranie rodzinne z prokuratorem, który rozdzieli wam majątek zgodnie z
testamentem. Jeśli tylko chcesz jechać?
- Zastanowię się jeszcze. Dam pani znać. Dziękuję za informację, do
widzenia - pożegnałam się i wyszłam z gabinetu, kierując się z powrotem
na dach.
- I co? - zapytał Toma, pomagając mi się wspiąć. Opowiedziałam mu o pogrzebie, o domu, o testamencie... - Chcesz jechać?
- Nie wiem. Nie chce iść na jego pogrzeb, nie cierpię go, ale chce
ostatni raz zobaczyć dom i jestem ciekawa komu co zapisał. Chociaż wiem,
że nic - odpowiedziałam. - Co byś zrobił na moim miejscu?
- Nie wiem. Nie wiem, bo nie byłem w takiej sytuacji - odpowiedział. - Ale chyba bym poszedł.
- Dobrze, więc pójdę, ale jeśli ty pójdziesz ze mną. Co ty na to? Może
pogrzeb to nie idealne miejsce spotkań, ale sama na pewno nie pójdę.
<Toma?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.