Zrugałam się w myślach za niechęć do parasolek, wyciągnęłam przed siebie rękę i z nutką irytacji zauważyłam, że pada nawet mocniej niż wcześniej. Cóż, mogłam to przewidzieć, w końcu zapowiadało się na deszcz. Miałam jednak nadzieję, że zdążę zakończyć moją codzienną, wieczorną przebieżkę zanim lunie. Westchnęłam przeciągle, wymamrotałam pod nosem przekleństwo i zaczęłam szybko biec w stronę akademika. Zdenerwowana doczłapałam się do pokoju, przemoknięta do suchej nitki, zostawiając za sobą jedną, wielką kałużę. Prychnęłam pod nosem, próbując otworzyć drzwi, które jak na złość postanowiły uprzykrzyć mi dzień. Po kilku chwilach siłowania się z klamką, udało mi się dotrzeć do celu. Od razu ściągnęłam z siebie przemoczoną koszulkę, krzywiąc się na widok odkrytych blizn. Rzuciłam ubranie na łóżko, postanawiając wziąć relaksujący prysznic. Otworzyłam gwałtownie drzwi od łazienki, następnie wymamrotałam pod nosem kolejne przekleństwo. W pomieszczeniu znajdował się chłopak. Raz, to dodać, że pół nagi. Dwa, że trzymający w dłoni nóż. A trzy, że lewa ręka osobnika była cała we krwi.
- Etto, może pomóc - zmrużyłam oczy, starając przypomnieć sobie imię współlokatora - Len?
- Nie powinnaś się ubrać? - warknął.
Wzruszyłam ramionami, wychowałam się ze stadem braci, większość moich przyjaciół również była przeciwnej płci, także jakoś nie potrafiłam się wstydzić pokazywania bez koszulki. Zresztą, to tak, jakbym była w stroju kąpielowym.
- Mogłabym powiedzieć, to samo o tobie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.