Cała sytuacja wydawała się być nie tyle absurdalna, co najzwyczajniej w świecie nudna. Prowokowanie dziewczyny nie sprawiało mi najmniejszej przyjemności, co było dość dziwne, zważywszy na moje pokręcone - podobno sadystyczne - poczucie humoru. No cóż, chyba to zdecydowanie nie jest mój dzień. Najpierw sprawa z pojawieniem się White (obecnie łaszącą się do Meian), następnie ryzyko przybycie rodzinki, a spotkanie z jakimkolwiek moim krewnym wprawi mnie nie tyle w stan apatii, to stanie się powodem do częstych, emocjonalnych wybuchów. Jednak? Reakcje Tris również nie były zbyt zachęcające. Na zasadzie - ani mnie to grzeje, ani ziębi. Z żalem wspominałem dawne kłótnie z Meian, Emmalice i Niemą Wiedźmą, których irytowanie stało się chyba stałym punktem w planie dnia. Beatrice starała się nad sobą panować, jednocześnie puszczając mimo uszu moje (nędzne, ach! Stać mnie na więcej) próby wywołania u niej odruchów obronnych. Westchnąłem w duchu i machnąłem w stronę Mei, sygnalizując, że może przestać podjudzać emocje dziewczyny.
- Nie jest z tobą źle, może być lepiej. Uczyłaś się u jakiegoś Mentora? - W odpowiedzi otrzymałem jedynie kręt głową. - Masz wysoki wytrzymałości psychicznej, gorzej z tobą pod względem fizycznym, ale lepsze to niż nic.Możemy zacząć od zera? - Wyciągnąłem w stronę dziewczyny dłoń, udając, że nie dostrzegam zadowolonego uśmiechu Meian.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.