Kursowałam pomiędzy biblioteką, pokojem, stołówką, a wszystkimi korytarzami, nieustanie poszukując zagubionego, axtońskiego kryształu, który urwał się mi niedawno z naszyjnika. Przetrząsnęłam każdy, nawet najmniejszy kąt. Sprawdziłam nawet moją standardową trasę podczas wieczornych maratonów - trzy razy. Jęknęłam w duchu, modląc się do Livernell. Wtedy przypomniałam sobie, że przecież ja w nią nie wierzę i jęknęłam ponownie, orientując się, że wpadłam w błędne koło. Zdecydowanie czeka mnie armagedon, Sky - przyjeżdżaj tu, ratuj mnie, nie daj mi zginąć przed twoim przyjazdem. O, w bogów nie wierzę, to się do Sky`a pomodlę! Zdecydowanie potrzebuję spotkać się z jakimś specjalistą, Borze Wszechlistny, zaczynam gadać nie dość, że głupoty, to jeszcze dyskutuję sama ze sobą.
Ktokolwiek dopomóż. Widząc w oddali czuprynę Adelajdy, zrobiłam kilka kroków w tył, uderzając o czyjeś plecy. Odwróciłam się i przed moimi oczami stanęła nicość. Miauknięcie Lupi przywołało mnie do porządku, zerknęłam w dół i dopiero po chwili zorientowałam się, że mam do czynienia z kimś dość niziutkim. Co prawda, było to dość mało powiedziane - byłam wyższa o dziewczyny przynajmniej o półtora głowy, a może o dwie?
- Też nie patrzyłam gdzie idę. Jestem Meian. - Wyciągnęłam prawą dłoń na powitanie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.