Dopiłam drinka i odłożyłam szklankę.
- Może zatańczymy? - zapytał nagle chłopak.
- Nie... Ja... Nie umiem tańczyć - wymigiwałam się, ale Jack złapał mnie za rękę i pociągnął na parkiet. Zaczęliśmy tańczyć, było bardzo miło, dopóki nie zagrali wolnego kawałka i się do siebie zbliżyliśmy, chłopak chwycił mnie w tali. Byłam zdziwiona, bo mimo że nie lubię, jak ktoś narusza moją strefę osobistą, to i tak nie chciałam przestać tańczyć z Jackiem. Przez najbliższe dwie godziny tańczyliśmy, bez przerwy. Po rockowej piosence usiedliśmy przy barze, zamawiając sobie drinki. Czułam już jak alkohol buzuje w mojej krwi, ale leciutko. Nie chciałam jeszcze wracać do akademii i kończyć wieczoru.
- Świetnie tańczysz - powiedziałam do Jacka.
- Dzięki, ty też.
- Nie kłam, wiem, że nie potrafię tańczyć, ale przynajmniej się dobrze bawię. Dawno tak dobrze się nie bawiłam - uśmiechnęłam się ponuro, przypominając sobie swoją przeszłość.
- Dobra, chodź. Nie będziemy się smucić w taki miły wieczór - Jack znowu pociągnął mnie na parkiet. Znowu tańczyliśmy. Dłuuugo. Ale tym razem z przerwami. Szło mniej więcej tak: drink i trzy przetańczone piosenki. I tak w kółko. Wyszliśmy z klubu około godziny trzeciej. Teraz już mocno czułam alkohol. Stanęliśmy przed budynkiem akademii.
- Dzięki za taki miły wieczór. Pa, pa - powiedziałam, cmoknęłam chłopaka w prawy policzek i weszłam do akademii nie patrząc na chłopaka. Szybko znalazłam się w pokoju, Lorcan już spał, więc nie chciałam go obudzić, ale niestety alkohol dawał się we znaki i uderzyłam w szafę, tym samym budząc mojego współlokatora.
- O której to się wraca? - zapytał Lorcan.
- A co? Nie jesteś moją matką - warknęłam.
- Widzę, że ktoś tu jest nawalony - zaśmiał się.
- Ha, ha. Może troszeczkę. Ale było super - runęłam na łóżko.
- A z kim to się tak bawiłaś, jeśli można spytać?
- Z Jackiem. A teraz przepraszam, ale jest trzecia, więc chciałabym iść spać - uśmiechnęłam się złośliwie do Lorcana i nie przebierając się, poszłam spać. Rano, a właściwie popołudniu, obudziłam się z wielkim bólem głowy i wielkim pragnieniem. Jednym słowem - kac. Popatrzyłam na zegarek, wskazywał czternastą. Dobrze, że to była niedziela. Wstałam, wykąpałam się, ubrałam i poszłam na miasto zjeść coś i kupić w aptece tabletki na ból głowy. Wróciłam godzinę później, weszłam do pokoju i od razu zażyłam tabletkę przeciwbólową. Wzięłam swój dziennik rysunkowy i tak jak pamiętałam, zaczęłam rysować Jacka. Głupio brzmi "jak pamiętałam", bo przecież widziałam go kilkanaście godzin temu, ale jeśli chodzi o rysowanie kogoś, to potrzebne są szczegóły, takie jak długość rzęs, czy wielkość brwi. O taki detale trzeba dbać przy rysowaniu. Wielkim atutem Jacka są oczy, takie tajemnicze. Gdy już kończyłam rysunek, ktoś zapukał do drzwi. Nie było Lorcana, więc musiałam otworzyć. Odłożyłam rysunek i pijąc wodę, otworzyłam drzwi, a w tych stał Jack.
- Cześć - uśmiechnęłam się do niego. - Wchodź.
- Dzięki - wszedł i usiadł na kanapie spoglądając na swój portret. - To ja?
- Dokładnie. Chciałam spróbować namalować portret z pamięci. Wbrew pozorom to nie jest łatwe - odpowiedziałam siadając obok Jacka.
- Ale czemu mnie? Równie dobrze mogłaś narysować swojego współlokatora.
- Ale jego widziałam już miliardy razy. A z tobą tylko kilka. A poza tym masz ciekawą urodę - dodałam ciszej. Czułam, jak cała oblałam się rumieńcami.
- Mogę zobaczyć? - spytał Jack sięgając po portret.
- Nie. Jeszcze nie skończyłam - powiedziałam i zabrałam dziennik.
<Jack?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.