Z trudnością powstrzymywałam śmiech, w kącikach oczu pojawiły się łzy.
- Życzę szczęścia na nowej drodze życia z Leo u boku. Będę całym sercem wspierać wasz związek - parsknęłam żartobliwie, nie kryjąc już rozbawienia. Przed oczami mi stanął mi obraz Nico i rudowłosego przed ślubnym kobiercem. Blondyn był w garniturze, a Leo w sukni ślubnej i welonie. Wybuchnęłam śmiechem, ignorując ból, teraz naprawdę muszę go zmusić do założenia tej sukienki. Zrobię mu zdjęcie i powieszę sobie na ścianie na pamiątkę. Kiedy przyszedł, przyjęłam tabletki z wdzięcznością i połknęłam je, zaraz popijając wodą.
- Lepiej? - spytał, a ja pokiwałam głową na znak potwierdzenia. Oparłam głowę o jego ramię, śmiejąc się cicho.
- Kiedyś przez ciebie umrę ze śmiechu - wymamrotałam, mrużąc oczy.
- Czemu? - Wyszczerzyłam się szeroko, słysząc jego pytanie.
- Wyobraź sobie Leo jako pannę młodą, a ciebie jako pana młodego przed ślubnym kobiercem. - wyjaśniłam, jeszcze szerzej się uśmiechając. Zdecydowanie odechciało mi się spać, byłam znów zbyt rozbawiona wizją ich ślubu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.