Zirytowany torowałem sobie drogę, nie szczędząc przekleństw i zaklęć. Zdecydowanie wstałem z łóżka lewą nogą, ale to zdecydowanie nie moja wina, że dzisiejszy dzień można zaliczyć do tych z serii ,,Najlepiej przespać / nie wychodzić z pokoju". Najpierw zaspałem, potem spóźniłem się na śniadanie, a na końcu popełniłem rozmowę z dyrektorką na temat mentorstwa. Zasugerowała kilka nowych osób, które rzekomo posiadają dostateczny zapał / ambicje / talent (niepotrzebne skreślić), żeby poszerzyć ich program nauczania, pozwalając na wprowadzenie Sztuk Wtajemniczonych. Może nie powinienem wtedy wybuchnąć śmiechem, ale nie mogłem się powstrzymać. Ta, Flower wie jak zepsuć dzień, a najbardziej na świecie nienawidzi lekceważenia jej. Jednak! Trzeba było mówić sensownie, a nie wywlekać na wierzch bzdurne argumenty. Prychnąłem pod nosem, jakbym nie miał nic do roboty, tylko szukać podopiecznego. Z dnia na dzień umysł dyrektorki osiąga kolejne poziomy absurdu, z serii ,,Rodzisz się mądry, a potem idziesz do szkoły", choć tutaj należy dodać ,,a potem zostajesz dyrektorem szkoły i głupiejesz". Wziąłem książkę z pokoju i skierowałem się w stronę ogrodu, licząc, że umilę sobie parszywy dzień dobrą lekturą w moim ulubionym miejscu. Na nieszczęście jakiejś nowej osóbki, która zajęła je wcześniej.
- Wstawaj, było zajęte - warknąłem z irytacji, mrużąc oczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.