Pierwszoroczni, pierwszoroczni i... O! Pierwszoroczni! Westchnęłam ciężko, przedzierając się przez tłum, mój wzrost w takich chwilach był prawdziwym błogosławieństwem, jednak rodzinka rozpłynęła się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Jacka widziałam wyjątkowo rzadko, więc nie miałam okazji z nim rozmawiać. Emmalice chodziła jak bomba zegarowa, która mogła w każdej chwili wybuchnąć, a życie mi jeszcze miłe, więc się do niej nie zbliżałam. Silia wydawała się być zajęta, Evil i Ari jeszcze nie pokazały się, a siostrzyczka siedzi straszliwie cicho, co nie mogło wróżyć niczego dobrego. Wyszłam w końcu na zewnątrz i skierowałam się natychmiast w stronę szklarni. Cichy śpiew ptaków, które patrzyły na mnie ciekawskimi oczkami, a wokół panował zapach kwiatów. Tak, zdecydowanie uwielbiam to miejsce.
- Przepraszam. - pisnęłam, podskakując zaskoczona. Odwróciłam się w stronę źródła głosu. Przekrzywiłam głowę, pasuje do opisu chłopaka, o którym wspominał Jack i ponoć Emma spędza z nim dość dużą ilość czasu. Innymi słowy mam do czynienia z Nico Madre. Jaki ten świat mały.
- Tak? - spytałam, powstrzymując chęć ucieczki przed jego wzrokiem, jednak wytrwale nie ruszałam się z miejsca, mając nadzieję, że szybko przejdzie do rzeczy i powie o co chodzi, a ja będę mogła w spokoju sobie posiedzieć w samotności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.