poniedziałek, 9 lutego 2015

Od Nico, CD Juli

-amm weszłas na ..-wskazałem niepewnie. kwiatek ten miał duze kolce i bolało jak sie na nim usiadło.
-na co?
-nie wykonuj gwałtownych róchów ale tylko grube podeszwy cie uratowały poczekaj-podszedłem do niej i delikatnie uniosłem ją. wyrwałem ją i postawiłem na chodniku.
-nie radzę schodzić z scieżki w tym miejscu.l. tam dalej -pokazałem dłonią.
-jek okej ale tu... mozesz nie wyjść zdrowa-uśmiechnałem się i wróciłem do mojego koncika. była to niewielka łączka pełna trawy i stokrotek. siedziałem tam z ksiażką.
-aha.. dzięki...-uśmiechneła się dziewczyna. nadal chyybanie wiedziała co się własnie stało.
-nie ma za co
-idziesz z tąd?-była odrobinkę nie miął ale znałem to zachowanie.. sam chciałem ja o to zapytac.
-niebardzo.. byłem tu pierwszy ale jak pójdziesz odrobinkę tam-wskazałem na drugi koniec łaczki.
-to nie będziemy sobie przeszkadzać raczej-uśmiechnałem się i włozyłem słuchawki w uszy z powrotem.
juz chyba nic nie mówiła. a ja siedziałem zadowolony. zero napadu paniki.. jak narazie.żaden z tych... złych chłopcó mnie nie widział tu wiec miałem spokój.
-NICO!-ojasna ciasna zawsze musieli mnie znalexć?
-Jenkins...
-co tu porabiasz ciotko? samotna zabawa czy czekasz na swojego chłopaka ?-zapytał i podszedł stajac nademną.
westchnałem i wyciągnałem słuchawki.
-n... nie-wyszeptałem
-oooo ciotunia się zawstydziłaa-zaśmiał się i nagle spoważniał.
-chłopcy czas na codzienną tradycję-powiedział wesoło i podniósł mnie za koszulę.
-chłopaki.. nie koszulę nie mam juz innej dobrej-jeknałem i skul;iłem się.
-ojjj nasza ciota sie wystroiła..-zaśmiał się i pociągnał za ręka tak ze ten się oderwał.
-przepraszam-zaśmiał się i strzelił. pięści mnie ataklowały a ja starałem się poprostu przeżyć. bolało oczywiscie ze bolało, wszystko boli. i bedzie boleć. nie lubili mnie...
-i to tyle na dziś-uśmiechnał się i żucił mnie na trawę.
poszli a ja leżąłem starając sie nie oddychać.umieram...niestety śmierć nie nadchodziła. uniosłem głowę i napotkałem zdziwione oczy tej dziewczyny.
-emm wszystko ok?
-ta.. w zupełności.. oddycham sobie-wsadziłem znowu zakrwawioną twarz w ziemię.
-co ci sie stało..
-nie słyszałaś?
-nie.. byłam ... wyłączyłam się jakbby-wytłumaczyła.
-spoko.. nic mi nie jest..nie masz apapu ani czegoś takiego? -zapytałem. miałem sie za .. niedługo spotkac z em a obolały bede jeszcze mniej przydatny.
-
<heheh miły p;oczątek xd>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.