Uniosłam wysoko brwi, spoglądając na chłopaka, który odchodził. Bez problemu go dogoniłam i odwróciłam się do niego przodem, więc byłam zmuszona chodzić tyłem.
- No to witam w klubie. - skwitowałam bez cienia uśmiechu. - Znaczy się w domu dziecka byłam, póki ciotka nie zainterweniowała, do psychiatryka mnie wsadzono, kiedy byłam mała na parę dni, bo ponoć byłam szalona. Nie moja wina, że Pinky jest jaka jest, a to że się nie chce się pokazywać nie moja wina. - burknęłam ostatnie zdanie do siebie, wzdychając. Czasami mogłaby być jak Ria, pokazać się raz na jakiś czas, a potem sobie zniknąć. Wsadziłam dłonie głęboko do kieszeń bluzy, wbrew woli się uśmiechając.
- Wiesz, gdyby wszyscy byliby normalni, bez odrobiny szaleństwa czy dziwaczności w osobowości, świat byłby śmiertelnie nudny. - powiedziałam, szczerząc się jak głupia do sera, a z nieba zaczęło lać. W głowie odliczałam aż uderzy piorun, cieszyłam się, że udało mi się ukryć dłonie, ponieważ drżały. Nie bałam się burzy, po prostu tak na nią reagowałam z pewnych przyczyn.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.