Oburzyłam się na insynuację, jakby mam brudny pokój. Co prawda może jeżeli chodzi o higienę, czystość i tego typu sprawunki jestem daleko za dziewczynami, bliżej mi do poziomu przeciętnego chłopaka, ale przynajmniej próbuję się ogarniać. Poza tym ostatni atak zdarzył się tak dawno temu, że nie myślałam, iż będę go potrzebować. Z chęcią przyjęłam jego propozycje pomocy, następnie wspólnie udaliśmy się do mojego pokoju. Na całe szczęście, moi współlokatorzy postanowili zrobić sobie dziś dzień bezpokojowy, bo jeszcze ich tutaj od rana nie widziałam. Z początku myślałam, że wysoka temperatura zabije nas na miejscu, ale chłopak wciągnął w siebie ciepło. Czego się spodziewałam po szkole dla magicznie uzdolnionych? Na pewno nie normalności. Przetrząsnęliśmy każdy, nawet najmniejszy kąt. Po godzinie poszukiwań postanowiliśmy zrezygnować. Usiedliśmy na łóżku, a ja poczęstowałam chłopaka szklaną butelką coca coli i czekoladą z orzechami, co stało się już kolejnym zwyczajem. Kto by pomyślał, że fajką pokoju nowej generacji okażą się być smakołyki?
- Ile masz lat? - spytałam
- Siedemnaście, a ty?
- Mniej. - Wzruszyłam ramionami, wyciągając dłoń po kolejny kawałek czekolady.
Oblizałam językiem górną wargę, następnie delikatnie ugryzłam moją podręczną ambrozję.
- Niech żyją czekoladożercy! - wymamrotałam pod nosem, powodując wybuch śmiechu u chłopaka.
Przez myśl przemknęło mi, że właściwie to nie wiem, z czego się zwykle śmiejemy, ale tak już chyba jest, w dobranym towarzystwie.
- Idziesz na ten cały, dziwny, pokręcony bal? - spytałam się go, kładąc się wygodnie na łóżku.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.