sobota, 7 lutego 2015

Od Tris, CD Jack

Piątek. Przedostatnia lekcja. Rozszerzona literatura. Uwielbiam literaturę, ale byłam już strasznie zmęczona po całym tygodniu. Tym bardziej, że ostatnio nie mogę spać. Nie słuchałam nauczycielki i tak o wszystkim wiedziałam. Omawiamy treny, utwory o charakterze żałobnym, wywodzącym się ze starogreckiej poezji funeralnej. Jest bardzo blisko spokrewniony z elegią i epicedium. Ktoś zaczął czytać treny Kochanowskiego. Uwielbiam je i znam na pamięć. Zaczęłam rysować zupełnie nie słuchając co nauczycielka mówi, zaczęłam słuchać, gdy podeszła do mojego biurka. Gdyby wzrok mógł zabijać, leżałabym martwa.
- Panno Beatrice! Skoro nie słuchasz, zakładam, że znasz wszystkie dzieła Jana Kochanowskiego! Zacytuj mi proszę ósmy tren i jakąś fraszkę!
- Łatwizna - szepnęłam do siebie i wstałam. - 

Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim,
Moja droga Orszulo, tym zniknieniem swoim!
Pełno nas, a jakoby nikogo nie było:
Jedną maluczką duszą tak wiele ubyło.
Tyś za wszytki mówiła, za wszytki spiewała,
Wszytkiś w domu kąciki zawżdy pobiegała.
Nie dopuściłaś nigdy matce się frasować
Ani ojcu myśleniem zbytnim głowy psować,
To tego, to owego wdzięcznie obłapiając
I onym swym uciesznym śmiechem zabawiając.
Teraz wszytko umilkło, szczere pustki w domu,
Nie masz zabawki, nie masz rozśmiać się nikomu.
Z każdego kąta żałość człowieka ujmuje,
A serce swej pociechy darmo upatruje.

Nauczycielka chrząknęła, abym zaczęła fraszkę, była wyraźnie zirytowana, że znałam to dzieło. Zaczęłam recytować moją ulubioną fraszkę.
- Na zdrowie!

Ślachetne zdrowie, 
Nikt się nie dowie, 
Jako smakujesz, 
Aż się zepsujesz. 
Tam człowiek prawie 
Widzi na jawie 
I sam to powie, 
Że nic nad zdrowie 
Ani lepszego, 
Ani droższego;
Bo dobre mienie, 
Perły, kamienie, 
Także wiek młody 
I dar urody, 
Mieśca wysokie, 
Władze szerokie 
Dobre są, ale - 
Gdy zdrowie w cale. 
Gdzie nie masz siły, 
I świat niemiły. 
Klinocie drogi, 
Mój dom ubogi 
Oddany tobie 
Ulubuj sobie!

- Dobrze - powiedziała surowo kobieta. - Ale następnym razem...
Nie dokończyła, bo rozległ się dźwięk dzwonka.
- Do zobaczenia pani psor - uśmiechnęłam się, biorąc torbę i wyszłam. Skierowałam się na jadalnie, była wyjątkowo pełna. Biorąc jedno jabłko usiadłam przy ostatnim wolnym stole. Po chwili jakiś chłopak podszedł do mojego stolika.
- Mogę się dosiąść?
- Jasne - odpowiedziałam z uśmiechem. - Jestem Tris.
- Jack. Jestem z Eteru, a ty?
- Pazura. Ale to nie ma znaczenia, przynajmniej dla mnie. No i co z tego, że jesteśmy z różnych wydziałów! Niektórzy traktują to strasznie poważnie! - trochę się zdenerwowałam.

<Jack?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

W przypadku komentarzy anonimowych należy pozostawić po sobie podpis:
~Wybrany podpis
Unikniemy przy tym mylenia anonimków.